Takiego starego, chińskiego przekleństwa: "obyś żył w ciekawych czasach" doświadczam na sobie właśnie. Brak czasu, zmiany za którymi nie nadążam, półki pełne dóbr, protesty, kryzysy, bankructwa, wypadki, nowe filmy do obejrzenia, nieprzeczytane książki, tysiące zdjęć do obróbki... I coraz mniej miejsc, gdzie czas płynie normalnie. Idę na pole, niedaleko - w tle słyszę szum miasta, zamykam okna - słyszę szum odkurzacza za ścianą, wsadzam w uszy zatyczki i przez głowę przelatuje mi milion myśli, które... szumią. Więcej - one ciągle do mnie gadają. Że trzeba kupić drożdże, mąkę, trzeba iść do stolarza, trzeba zrobić pranie, obiad, namalować dwa obrazy, zamówić ramy. Trzeba przejrzeć ogłoszenia o pracę, napisać list motywacyjny, zrobić wpis na bloga, zajrzeć do znajomych (do Was Kochani - tak tak), rzucić okiem na Facebook, skomentować. Czasem coś mnie gryzie: nie to co "trzeba", tylko to co "można było": inaczej, wolniej, szybciej, bardziej profesjonalnie, a może w ogóle.
 |
Ciekawe czasy |
Na przykład ta piątkowa rozmowa o pracę. Tajemnicą poliszynela jest, że konkursy na państwowe stanowiska to abstrakcja, zbędna formalność i mydlenie oczu. A ja lezę. Na wstępie nie trafiam od razu do właściwej sali bo co pokój to numer gdzie indziej - obok drzwi, nad nimi, na nich albo wcale. Dostaję pytania z Rozporządzenia Ministra takiego a takiego. Hmm - czy w ogłoszeniu było to w wymaganiach? Chyba nieeee, no cóż - ale było w przyszłych obowiązkach. Taaaak... ale czy to znaczy, że mam to znać już na rozmowie? Chyba nieeee... Wiec nie znam! Nie znam, więc marne me szanse. Co więcej - skreślam się sama mówiąc, że nie czytałam. W poradnikach o szukaniu pracy należy być mniej bezpośrednim, robić dobre wrażenie, przygiąć się, nagiąć, trochę ubarwić i wykazać się poczuciem humoru. Jednak chyba nie w jednostkach państwowych. Nawet, jeśli to służba cywilna. W dodatku nie mam garsonki. Na koniec zapominam parasolki. Następnego dnia jestem chora.
I siedzę tu teraz, z kaszlem, katarem, bólem głowy. Myślę, że stres to jedyny czynnik grypotwórczy w moim przypadku. I te ciekawe czasy mnie atakują non stop. Jutro wyprawa na dworzec, do sklepu jednego i drugiego, stolarza, poszukiwanie prezentu, pamiętać, że: imieniny, urodziny a - i jeszcze te ramy. I zdjęcia - koniecznie! Ogłoszenia już przejrzane.