sobota, 12 czerwca 2010

Upał, że mózg się lasuje

Jestem ciepłolubna a i owszem. Ciągle uchodzę za zmarzlaka, bo mam zimne stopy, ręce i nos, który dodatkowo jest wtedy czerwony jak u Renifera Rudolfa. Około 25 stopni na zewnątrz mogę zdjąć długi rękaw. Przy 28 skarpetki. Ale przy 32 w cieniu zaczynam odczuwać brak powietrza. Jakaś magiczna granica tych 30 stopni powoduje, że mój mózg odbiera otoczenie, jako zupę (w moim przypadku pewnie rosół), w której tonę, zaduszam się i gotuję. Staram się wtedy odzież zrzucać i szukam najchłodniejszego miejsca w domu, ale to mało daje. Myślę sobie, że w taki upał najlepiej przestać się ruszać. Ale niee - trzeba wyjść na skwar.

Kochane Słońce
Najgorsze są wtedy te wszystkie cholerne sandałki, które mają paseczki powodujące bąbelki , ba - bąble - na stopach i otwory, przez które wsypuje się piach z chodników nieuprzątnięty jeszcze po zimie. Moje stopy wtedy płoną! Chyba wolę jednak zimne nóżki!
Dzisiejsza noc była tak gorąca, że obudziłam się zmęczona kompletnie. A czeka nas nie lepsza. Będą burze i może lunie. Komary zjedzą nas żywcem. Liczę, że im tez dopiecze słońce, piorun je strzeli i nie będą miały siły przylatywać do mojego kurnika na kolację.

12 komentarzy:

  1. Też okropnie znoszę te upały...

    OdpowiedzUsuń
  2. U nas ma dzis lac... niby juz od rana... a tu nic... no ale wiadomo dzien sie dopiero zaczal wizc moze byc rozniscie. Ja bym wolala zeby nie padalo, bo mamy isc dzis na grilla.. a kielbasy polewane deszczem jakos mi nie wchodza :PP
    Buziolki i trzymaj sie tam dzielnie cieplolubcu ;)) :***

    P.S.
    mam dobre wiesci, ale o tym pozniej :))
    chyba jednak cos tam wykrakalas :PP

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja się starzeję, bo do tego roku optimum to było 18 stopni. W tym roku nawet się w upał opalam, choć pewna część mózgu krzyczy "oczadziałaś????" A noce są straszne, to fakt. Na komary pomaga Autan w szpreju, przynajmniej na godzinę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jednak wolę to niż ulewy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. U mnie "angielska pogoda", nie ma się czym ekscytować, przechodzę na "flegmatyzm";)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jako zmarzlak classic zdecydowanie jestem za upałami :-) Oby tak dalej... Pozdrawiam gorąco.

    OdpowiedzUsuń
  7. masz rację, 30 stopni to jakas magiczna granica - i ja, choć jestem zdecydowanie ciepłolubna i też mam problem z zimnymi kończynami, kiedy jest taki upał - wysiadam... Dlatego pożeram chłodne truskawki w ilościach ponadprzeciętnych i z domu nie ruszam się bez butelki Muszynianki. Ufff! Pufff jak gorąco!

    OdpowiedzUsuń
  8. Witam:-) U mnie wczoraj był właśnie taki okropny upał, na szczęście troszkę się pogoda zmieniła wieczorem - dziś jest znośnie;-) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Drodzy Wszyscy - pisałam tu odpowiedzi do Was przez pół godziny i je zeżarło, pisząc, że Service unavailable. Skandal! Postaram się jeszcze raz...

    OdpowiedzUsuń
  10. Krogulcu - jestem w stanie znieść temperatury powyżej 30 stopni pod warunkiem, ze w okolicy mam jakieś jezioro, lub morze. Inaczej jest kiepsko.

    Maju - u nasz pada dzisiaj. I jest zimno. Co do krakania - to ciekawostka ornitologiczna: kracząca kura :)

    Doro - u mnie jak widać stało się odwrotnie. Byle nie menopauza w tym wieku! Co do Autanu na komary - może by się dało go wetknąć w takiego smrodka - samopsikacza łazienkowego, (co to zachęca małego Krzysia do robienia kupy u kolegi:))) - nie musiałabym wstawać co godzinę i atakować insekta.

    Mota - więc dzisiaj nie wolisz (chyba że znajdujesz się na nizinie szczecińskiej - tam podobno nie pada).

    Beatto - ja muszę wypić kawę, czy coś bo flegmatyzm nijak do lokalnego wymachiwania szabelką nie pasuje. A przecież wybory tuż tuż.

    Jjon - ja tez ten typ, tylko z rozregulowanym termostatem (powyżej 30 - stopni i lat - nic nie działa jak należy :)))

    Didżejko - truskawki popieram. Szczególnie od kiedy nie mam po nich wysypki. Czekam teraz na dostawę z działki - będzie dżem seszyn (jak tylko przestanie padać...).

    Ladybird - gorąc ten sam, bo i okolica ta sama. Dzisiaj w związku z tym u Ciebie pewnie też leje i zimno. Co za ekstremalne pogody!

    OdpowiedzUsuń
  11. Komentarz piszę w chłodnawy, deszczowy poranek, więc inne myśli mi w głowie, ale piszę: ja też nie cierpię tego piachu, co mi się do butów pcha... W dodatku nie wiem, jakim stylem chodzę, ale musi być okropny, skoro w czasie deszczu łydki mam zachlapane do kolan, nie mówiąc o mokrym piasku, który pcha mi się do butów...

    OdpowiedzUsuń
  12. Anullo - mnie zawsze zadziwiało to chlapanie, bo ...mam tak samo. Chyba w czasie chodzenia nogi kręcą nam się jak u strusia pędziwiatra :) Sądzę, że limuzyna z szoferem rozwiązuje wszystkie nasze powyższe problemy.

    OdpowiedzUsuń