Ostatnie upały dały wszystkim w kość. Mi również, co objawiło się całkowitym zaprzestaniem blogowania. Nigdzie nie wyjechałam - nie, nie - nic z tych rzeczy. Po prostu zajęta byłam gotowaniem się w skwarze i upale.
Przy okazji powróciły do mnie dawne wspomnienia. Kolonii, obozów, wczasów z rodzicami i dziadkami. Wczasy w ośrodkach zakładowych, czy kolonie zawsze miały swój urok. Śniadania, gdzie na talerzyku leżały plasterki sera i kosteczki masła. Zupy mleczne, kawa zbożowa. Pamiętam bieganie z dzbankiem po dolewkę i te fajne kubki z paseczkiem i napisem "Społem". Bułki zawsze świeże na śniadanie i lekko przechodzone na kolację. Nie zawsze wiadomo było, co na tą kolację będzie, więc czekało się niecierpliwie, czy może coś na słodko, czy kiełbasa z cebulką...

- fotka z netu
Pamiętam, ze każdy wyjazd okupiony był bólem brzucha i zdenerwowaniem. Ja zawsze taki dzikus byłam (przynajmniej na początku) i bardzo się denerwowałam nowym miejscem, nowymi ludźmi. Potem - było już z górki.
Patrząc na tamte czasy z perspektywy dorosłej osoby myślę, jak fajnie było mieć wszystko zorganizowane i podstawione wprost pod nos :) Ludzie też byli tacy jacyś bardziej "społeczni". Rodzice, czy dziadkowie zawsze zawierali znajomości z innymi posiadaczami narybku. Jeździliśmy na wypożyczanych rowerach, robiliśmy łódki z kory (mój kuzyn to całe żaglowce - chociaż myślę, że to były bardziej żaglowce wuja), a kiedy padało zawzięcie rysowaliśmy.
Do dziś wspominam wyprawy na małą stacyjkę kolejową, gdzie mój brat-kuzyn z rozdziawioną paszczą oglądał przejeżdżające pociągi - towarowe najlepsze, bo najdłuższe - a potem wisiał razem ze mną na szybie jedynego w okolicy kiosku, gdzie zawsze było coś fajnego do "babciu, a kup mi".
Teraz, gdy odwiedzam tamte miejsca żal mi trochę tych chwil z dzieciństwa. Stacyjka - już bez drewnianej poczekalni i kiosku. Zaśmiecona, zaniedbana. Na teren ośrodka wczasowego wejść nie można, bo ochroniarze gonią. Las jakoś się skurczył a ścieżki skróciły. Trzeba widocznie poszukać nowego miejsca. Takiego mniej rozdeptanego - do poznawania od nowa.
P.S. a kawę zbożową "Inka" kupiłam sobie ostatnio i pijam.