W końcu słońce zaczyna wygrywać z powietrzem polarno - morskim i popołudniami robi się ciepło. Kwiaty kwitną, drzewa kwitną, ja smarkam, ale i tak chodzę na spacery podziwiać naturę.
Wczoraj poszlismy sobie z Mężem na spacer. Tak bardzo potrzebowaliśmy spokoju, że zawędrowaliśmy na ...cmentarz. Okazało się, że to najspokojniejsze miejsce w mieście. Nie słychać samochodów, hałasu. Ludzie nie śmiecą, nie piją, a dresów brak. Stara część cmentarza z wielkimi drzewami jest piękna. Park miejski, co prawda, mamy całkiem niedaleko, ale ten spacer uzmysłowił mi, że tam wcale nie jest tak relaksująco. Ironia, hę - odstresowywać się na cmentarzu..? Czy Wy też zauważyliście, że to najczystsze miejsca w mieście?
Po powrocie ze spaceru czekał na mnie mój zwierzak dochodzący. A raczej dolatujący. Mam taką znajomą sierpówkę (nie wiem czemu podejrzewam, że to jest TEN sierpówek, a nie TA sierpówka). Przylatuje na ziarenka. Ostatnio przyprowadził narzeczoną. Ogólnie jest kokietem strasznym i dzięki temu zrobiłam mu ładne zdjęcia.